„Żona Adama” pióra Moniki Rakusy, to pozycja intrygująca od pierwszego wejrzenia – magnetyzuje wyrazistą, zapadającą w pamięć okładką i zdjęciem autorki, której spojrzenie, ukryte pod półprzymkniętymi powiekami, umyka gdzieś poza kadr. Kiedy zapoznałam się z biografią autorki i – nade wszystko - słowami krytyków, pojawiła się we mnie obawa, że mam do czynienia z przeintelektualizowaną literaturą na bardzo wysokich obcasach, którą po prostu trzeba się zachwycać. Na szczęście szybko okazało się, że „Żona Adama” to owszem, bardzo kobieca i ambitna literatura przez wielkie el, niemniej napisana jest bardzo przystępnie i niesłychanie ciekawie. Bez dwóch zdań - Monika Rakusa to nie tylko doskonała pisarka, zdolny psycholog i obserwator rzeczywistości, ale i niezwykła kobieta.
W książce brak skomplikowanej fabuły, szybkiej akcji czy kwiecistych dialogów. Mamy za to frapującą konstrukcję - historie dwóch żon jednego Adama, którego autorka uśmierciła na pierwszych stronach książki. Barwna Rita i szara Anna, tak należałoby je zaszufladkować, hipnotyzują sobą czytelnika, ich słowa stają się pretekstem do rozmyślań – o życiu w ogóle, ale i w szczególe, bo o kobiecie, rodzicielstwie czy partnerstwie, a rozpamiętywane dziecięce traumy i całkiem dorosłe demony sprawiają, że na moment przyjmujemy inną, świeżą optykę. Zdecydowanie podobały mi się te wyraziste, śmiało nakreślone postaci i morze trafnych, bezpardonowych przemyśleń. Bo „Żona Adama” to nie tylko bogactwo treści, to wachlarz emocji, kopalnia zaskakujących twierdzeń i prawd, które kłują w oczy. To wiele racjonalnych, psychologicznych spostrzeżeń i okruchów filozofii, które spowite są aurą tajemniczości, nienachalnej poezji i kojącej nieważkości.
„Żona Adama” to rarytas dla każdego, kto ceni dobrą powieść i kogo interesuje człowiek. To ciekawa pozycja, od której nie sposób się oderwać, bo czytanie jej jest nie tylko intelektualną przygodą, ale i wspaniałym relaksem. Najtrafniejszym podsumowaniem wydaje mi się porównanie jej do wykwintnej potrawy, którą chce się smakować i delektować nią w nieskończoność, jednocześnie pragnąc pochłonąć ją na szybko, tu i teraz, tylko po to, by nasycić się nią po brzegi i zaspokoić zmysły.
Monika Zalewska-Biełło
(gości: 464, użytkowników: 171)