Nie wiem, jak ona to robi, a mam na myśli młodą, niezwykle płodną szwedzką pisarkę - Camillę Lackberg, że efekty jej pracy twórczej niezmiennie oszałamiają, a każda pozycja literacka, która wyjdzie spod jej pióra, jest po prostu genialna. Kilka tygodni temu na rynku czytelniczym pojawiła się „Ofiara losu”, czwarta już cześć niezwykle popularnej sagi kryminalnej, autorstwa tej utalentowanej pisarki. Jak każda z poprzednich, wywołała ogromne poruszenie i falę entuzjazmu (i nieuzasadnionej, moim zdaniem, krytyki).
Akcja każdej części tegoż cyklu (kolejne Wydawca zapowiada na wiosnę 2011 roku) osadzona jest w małym, sennym miasteczku Fjällbaka, położonym na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Co interesujące, żadnego z tomów nie można zaszufladkować jako kryminału, bowiem pisarka w swym zamyśle nie ograniczyła projektu wyłącznie do krwawej intrygi. Owe książki to także świetne powieści, w których pojawiają się zarówno wątki psychologiczne, jak i obyczajowe. To także wiarygodni bohaterowie: pisarka Erika Falck, policjant Patrik Hedström oraz ich bliscy: siostra Eriki Anna, przyjaciel Dan oraz niezwykle barwni funkcjonariusze komendy miejskiej. O ile ich historia, stałe tło sagi, prowadzona jest konsekwentnie od części pierwszej po ostatnią, o tyle każdy tom poświęcony jest rozwikłaniu niezależnej, mrocznej zagadki kryminalnej.
W „Księżniczce z lodu”, wraz z Eriką i Patrickiem, szukamy odpowiedzi na pytanie, czy ich znajoma z dzieciństwa faktycznie popełniła samobójstwo. Napięcie towarzyszące lekturze zdecydowanie wzrośnie, kiedy odkryjemy, że owa nieprzypadkowa śmierć wiąże się z mroczną tajemnicą z przeszłości. Z kolei „Kaznodzieja” to niebanalna fabuła, która bardzo, bardzo działa na wyobraźnię. Jaki jest związek między porzuconymi w wąwozie zwłokami młodej kobiety, a podobną sprawą sprzed ćwierć wieku? Prawda okazuje się być bardziej okrutna i niewiarygodna, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. „Kamieniarz”, według mnie najmocniejsza ze wszystkich pozycji, zaczyna się dramatyczną sceną, podczas której rybak wyciąga z morza ciało dziewczynki. Wszystko wskazuje na utonięcie. Przypuszczenia te rozwiewa wynik sekcji zwłok: w płucach dziecka odnaleziono słodką wodę i ślady mydła. Kto i dlaczego je zamordował? Prawda jest wstrząsająca, jak i cała książka zresztą. Ostatnia (na dziś) wydana po polsku część sagi to „Ofiara losu”. Jak to się stało, że policjanci w zwykłym wypadku samochodowym dopatrzyli się morderstwa? To także niesamowicie zgrabna i wciągająca konstrukcja z telewizyjnym reality show i plejadą osobliwości w tle.
Nie ukrywam, że jak miliony czytelników na całym świecie, jestem oczarowana twórczością pisarki i zdecydowanie należę do tłumu fanów, którzy okrzyknęli ją królową szwedzkiego kryminału. Bo Camilla Lackberg to zjawisko literackie i sensacja na skalę światową - do tej pory takie uznanie, w działce tak bardzo zdominowanej przez mężczyzn, udało się zdobyć wyłącznie Agacie Christie. Wokół Camilli wciąż jest dużo szumu. Jedni na siłę porównują ją ze Stiegem Larssonem i trylogią Millenium, inni doszukują się w jej twórczości cech Henninga Mankella. Z tego porównania Lackberg to wychodzi poharatana („Jak można porównywać babską powieść z majstersztykiem i kryminalnymi dziełami?”), to zwycięsko („Lekkość, z jaką czyta się powieści, nie ujmuje jakości. Co więcej, Camilla pisze tak mocno, tak bardzo piętrzy wynaturzenia i obnaża ludzkie okrucieństwa, że jej skandynawscy koledzy są przy niej łagodni, jak baranki”). Osobiście owej sagi nie porównuję ani z Larssonem, ani z Mankellem, których notabene bardzo lubię i cenię. Camilla Lackberg jest bowiem niepowtarzalna, jest marką. I nawet wtedy, gdy język, jakim się posługuje (chyba, że to rzecz tłumaczenia), uznamy za mało wyrafinowany czy pozbawiony imponujących konstrukcji językowych, to pisarka obroni się samą twórczością. Bo urzeka i lekkość, i fantazja, i finezja, z jaką rozprawia się z wątkiem kryminalnym, wiarygodność postaci oraz sugestywność, szczerość i jakaś socjologiczna autentyczność, która przejmuje do szpiku kości. Każdy, kto nie boi się mrocznych stron człowieka, powinien przeczytać te cztery grube, smakowite tomiszcza. To prawda, że czasem ich lektura boli, niemniej zdecydowanie warto.
Monika Zalewska-Biełło
(gości: 494, użytkowników: 169)