Kiedy zerknęłam na piękną okładkę książki „Rosyjska zima”, pióra Daphne Kalotay oraz notę wydawcy, poczułam, że ta książka to może być coś! Nie pomyliłam się, intuicja mnie nie zawiodła - rzeczywiście tak było.
Dziś w smutnej, samotnej i schorowanej staruszce Ninie Riewskiej, naprawdę trudno odnaleźć byłą primabalerinę, legendę moskiewskiego Teatru Bolszoj. Niegdyś energiczna, ambitna i odważna, jako jedna z pierwszych artystów uciekła na Zachód, by ostatecznie osiąść w Bostonie. Dla wszystkich było i jest oczywiste, że powodem emigracji był reżim polityczny i brutalność codzienności w stalinowskiej Rosji – ale czy taka jest prawda? Riewska nie jest osobą ciepłą i wylewną (szczerze mówiąc nie wzbudziła mojej szczególnej sympatii), skorą do zwierzeń i wspominek – zdaje się, że nigdy, nawet w samotności, nie pozwala sobie na chwile słabości czy sentymenty. Sytuacja zmieni się, gdy osiemdziesięcioletnia Butterfly, chcąc wspomóc Bostoński Teatr, wystawi na akcję swoją imponującą kolekcję biżuterii. Odezwie się przeszłość, ale dopiero wówczas, gdy anonimowy darczyńca dołączy doń brakujący element, bursztynowy naszyjnik z zatopionym w nim pająkiem, wspomnienia przybiorą na sile, a zimna piękność zacznie im ulegać, by ostatecznie powrócić myślami do czasów swej pięknej, ale niełatwej młodości.
„Rosyjska zima” jest intrygującą pozycją. To powieść o wielkich uczuciach i ludzkich słabościach, o nadziei i życiowych zawodach, o pozorach, które przesłaniają prawdę i trudnych wyborach, które kreują późniejsze życie. To frapująca opowieść, którą autorka snuje dwupłaszczyznowo, osadzając akcję we współczesnym Bostonie (ach, jak polubiłam Drew!) i w stalinowskiej Rosji (aż mnie ciarki przechodzą!). Na szczególną uwagę zasługuje wątek moskiewski, bo choć wydarzenia z tegoż okresu są fikcyjne, to ich mocne osadzenie w realiach, wiernie oddany, nieco surrealistyczny klimat, a także sugestywne opisy i drobiazgi, oddające ducha czasów (kiedy wszystko było czarno-białe i absurdalne, gdzie nikomu tak naprawdę nie można było ufać), sprawiają, że książkę czyta się z zapartym tchem i żywym przejęciem. Dajemy się zwieść wrażeniu, że odkrywamy prawdziwe, ludzkie historie!
Ktoś powiedział, że „Rosyjska zima” to książka ... elegancka. Pomyślałam, że nigdy nie wpadłabym na to, by tak określić pozycję literacką, niemniej przyznaję, że w tym wypadku sformułowanie to jest niezwykle trafne. Opowieść Daphne Kalotay jest dobra i dystyngowana - bardzo prawdziwa, ale nie nachalna, rzeczowa, ale i bardzo nastrojowa. To doskonała pozycja beletrystyczna, która jest źródłem przyjemności, ale i refleksji - zmusza do przemyśleń, także tych zdecydowanie wybiegających poza fabułę.
Monika Zalewska-Biełło
(gości: 497, użytkowników: 174)