"Pensjonat Sosnówka" Maria Ulatowska

Kilka dni temu swą premierę miała druga część sosnówkowej sagi pióra Marii Ulatowskiej - „Pensjonat Sosnówka”. W pierwszej chwili pomyślałam, że wygląda mi to na zgrabną kalkę pomysłu Małgorzaty Kalicińskiej, był to jednak chybiony osąd. Choć rzeczone pozycje mają wiele wspólnego, to zdają się tworzyć dwa odmienne światy.

Odrestaurowany dworek - "Pensjonat Sosnówka”, położony w urokliwej okolicy, gdzieś na Kujawach, prowadzi zdolna pani redaktor, która porzuciła warszawskie wydawnictwo a konto pracy on-line. Anna Towiańska to fanka Abby, Beatlesów i Skaldów, wielbicielka Ani z Zielonego Wzgórza i Scarlet O’Hary. Ileż to mówi o człowieku, prawda? Ta pogodna osoba o pięknej duszy,  otoczona wianuszkiem oddanych przyjaciół, ludzi o szczerych sercach, szlachetnych intencjach i zasobnych portfelach, żyje niczym w puchu. Nic to jednak trudnego, bowiem Sosnówka jest krainą łagodności – tu wszyscy odnajdują równowagę i sens życia, ufają sobie, są dobrzy, bezkonfliktowy i otwarci. Zaprzyjaźniają się w moment, i to na całe życie, zwierzają się sobie z najskrytszych tajemnic; zakochują się – oczywiście na zabój, a i miłują się jak bracia - łzy wzruszeń płyną tu szeroką rzeką. Cuda nie omijają także świata zwierząt: suczki szczenią się w klinice, nowonarodzone kociaki w mgnieniu oka znajdują domy, a w jeziorze pływają pięciokilogramowe szczupaki. Piękna, cukierkowa rzeczywistość.

Fabuła też jest bajką, lawiną cudownych zbiegów okoliczności i wyłącznie optymalnych rozwiązań. Trzeba także przyznać, że w książce się dzieje, a bohaterowie mają co robić - roi się w niej bowiem od euforycznych epizodów, miłosnych uniesień i innych, także dramatycznych okoliczności. Autorka, kreując swą rzeczywistość, nie stroniła od rzeczowych, wnętrzarskich opisów i elementów, które mogą stać się inspirującym zarysem biznesplanu, jako że poziom szczegółowości i mnogość detali mogą przyprawić o zawrót głowy. Niestety wiedza, co stało w którym kącie, jakiego koloru były kanapy, i jakim kto jeździł samochodem, nie wpłynęła zasadniczo na poczucie realizmu. Dla mnie minusem książki była jednak nie tyle owa lukrowana fabuła, co płaskie i nierealne postaci, powierzchowność ich relacji oraz – to już się czepiam - pisarska maniera: zwroty, pełniące rolę neologizmów, będące lekkimi skojarzeniami, zupełnie niepotrzebnie wyjaśnianymi i branymi w cudzysłów (irytujące). Czytając tę książkę, osiągnęłam wrażenie lekkości, jakbym przed sobą miała tekst napisany dużymi literami. Wiem jednak, że to kwestia oczekiwań, upodobań i samego podejścia. To, co dla jednych jest ciężkostrawne, w innych budzi zachwyt. Co w niektórych wywołuje irytację, wielu doprowadza do wzruszeń. Jedno jest pewne – wszyscy znajdą w książce wiele momentów, które emocje wywołają, a potem, kiedy z biegiem czasu wszelkie czytelnicze uwagi zbledną, w pamięci zostanie całkiem miły obrazek i zgrabna fabuła.

Dlaczego zatem, chociaż owa książka mnie nie porwała, stawiam ją na naszej półce? Mam bowiem świadomość tego, że nie jestem, jak to mówią, jej targetem i, prawdopodobnie, specyficzny ze mnie czytelnik. Bez wątpienia bowiem coś magnetycznego musi być w pisarstwie Marii Ulatowskiej, że Sosnówkę, Annę Towiańską i jej bajkowe życie pokochały tłumy czytelniczek. Może miło jest wierzyć, że istnieją takie magiczne miejsca i zacni ludzie? Może zatopienie się w tej fikcji ma jakąś wartość terapeutyczną? A może jej fenomen tkwi w tym, że Sosnówka jest literackim antidotum na pozbawioną sentymentów rzeczywistość? Pozycję tę poleciłabym paniom, które mają ochotę na nieskomplikowaną i przyjemną lekturę, zarówno podczas leniuchowania na plaży, jak i dochodzeniu do siebie po ciężkim dniu.

Monika Zalewska-Biełło

Oceń:

  • Aktualnie 120
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

5.0 (max 5), głosów: 1

| | więcej
blog comments powered by Disqus

Dla Ciebie

W tej chwili na forum: 671 osób

(gości: 497, użytkowników: 174)

BabyBoom.pl/Polecamy/

Nowość w BabyBoom! Miejsca przyjazne rodzinie. Pomóż nam ocenić istniejące i dodać nowe!