„Japoński wachlarz. Powroty” Joanna Bator

Żaden ze mnie globtrotter, nie mam też zacięcia antropologicznego. Ponieważ nie żyję na bezludnej wyspie, siłą rzeczy wciąż odkrywam nieznane lądy, niemniej dzieje się to tak zwanym przypadkiem. Nie dla mnie podróże i eskapady - te bowiem, nawet w wersji „palcem po mapie”, wydają mi się być męczące, z kolei literatura „krajoznawcza” nie jest moim gatunkowym faworytem – zazwyczaj szybko się zniechęcam.

W przypadku książki „Japoński wachlarz. Powroty” Joanny Bator rzecz miała się zupełnie inaczej. Już po kilku zdaniach stwierdziłam, że co jak co, ale na tę pozycję nie szkoda mi ani czasu, ani energii. A potem? Potem okazało się, że nie sposób się od niej oderwać, bo chce się ją konsumować powoli i wnikliwie, w systemie „od deski do deski”. Choć książka jest bardzo przejrzysta – podzielona na dziesięć tematycznych rozdziałów, w których autorka dzieli się wrażeniami na temat architektury, ludzi czy zwyczajów, to nie ma w sobie nic ze sztampowego przewodnika czy suchych, reporterskich zapisków. Owszem - jest niebywale rzeczowa, naszpikowana szczegółami i informacjami z pierwszej ręki, ale też niesłychanie plastyczna i sugestywna, przez co doskonale oddaje klimat i wielobarwność Japonii. Fakty, legendy, kadry codzienności - tak, ale i ogrom smaków, zapachów, drobiazgów i niuansów. To naprawdę Japonia w pigułce.

Wiem jedno – Kraj Kwitnącej Wiśni to (z poziomu Europejki, a może bardziej Słowianki) … zwariowana kultura, niebanalni ludzie i zaskakujący kraj. Choć nie umiałabym się w nim odnaleźć i wtopić w tłum (i nie mam tu wcale na myśli swojej postury) i zawsze byłabym w nim gaijinką – kimś obcym, przybyszem z zewnątrz (i albo liczyłabym na taryfę ulgową, albo na potępienie), to nie mogę pozostać na niego obojętna. Nippon zachwyca, intryguje i fascynuje. Jest hipnotyzującą kompilacją skrajności: to cywilizacyjna dżungla o uroku prowincji, sterylna i kiczowata, zaawansowana technologicznie (przyznaję, że opcje „sedesowe” mnie ujęły) i silnie zakorzeniona w tradycji.

A ludzie? Ci należą do Mangi, sushi i paczinko. To zdecydowanie osobliwa – dla mnie – mentalność. Typowy Japończyk jest powściągliwy, poukładany, wręcz sterylny. Na ulicy nie je, nie rozmawia i nie okazuje uczuć. Mieszka w mikro mieszkanku, a seks uprawia w „hotelu miłości” (to lokal o różnie zaaranżowanych pokojach, w którym na tete a tete umawiają się pary i małżonkowie. Seks „na plaży” czy w „średniowiecznej sali tortur” jako antidotum na mieszkanie w akustycznych pudełkach od zapałek). To miłośnik uniformów – i to nie tylko w sensie dosłownym. Owo sformalizowanie ludzkich zachowań, mnogość kajdan, rytuałów, zwyczajów i konwenansów (na przykład w każdym domu są „wyspecjalizowane” pary kapci - mieszkaniowe, toaletowe, do otwierania drzwi gościom, no i drewniaki na balkon), a także nieelastyczność postaw, choć wydawać się mogą okrutnie niewygodne, stanowią raczej źródło dobrostanu - wszak przeciętna długość życia w Japonii jest najwyższa w świecie! Jest to o tyle dziwniejsze, że Japończycy, mieszkańcy wysp (4 dużych i ponad 6800 małych!), żyją w stanie ciągłego zagrożenia (ich kraj leży na styku płyt tektonicznych, co implikuje trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i fale tsunami). Tymczasem oni z pokorą i spokojem znoszą „czkawkę miasta”, i dźwigając ciężar poczucia tymczasowości, dostosowują się do niej, choćby budując drewniane domy, konstrukcje których kołyszą się w rytmie trzęsień ziemi, dzięki czemu są w stanie przetrwać. Cóż, wszak wieczne jest jedynie to, co niematerialne - jedynym wyrazem buntu przeciw takiemu stanowi rzeczy, wydaje się być zamiłowanie do drzewek bonsai, dających złudzenie panowania nad naturą.

Nie będzie w tym przesady, jeśli powiem, że lektura „Japońskiego wachlarza. Powroty” pióra Joanny Bator to prawdziwa przygoda i fascynujące wyzwanie, zarówno kulturoznawcze, jak i intelektualne (to zdumiewające, jak bardzo jesteśmy różni - niczym ludzie z dwóch różnych planet!). Jej ogromnym plusem jest także warsztat, kobiece pióro i ta szczególną wrażliwość - opowieść jest bardzo sugestywna, uwodzi sensualnymi, plastycznymi opisami i – co mnie urzekło - poetyckimi metaforami i błyskotliwymi komentarzami. Zdecydowanie daleko jej do niemego (i nic nie wnoszącego) zachwytu, patosu czy wyższości niezrozumienia. Bez wątpienia to zasługa samej autorki – spostrzegawczej, ale i pięknie widzącej, posiadającej także umiejętność wywołania wrażenia, że oto widzimy Japonię oczami przechodnia, który mając otwarty umysł, wtopił się w zastaną rzeczywistość. Bez dwóch zdań, rzeczona pozycja to prawdziwa, żywa literatura, spotkaniu z którą czytelnikowi towarzyszy cały wachlarz emocji (i to zdecydowanie nie japońskich:)).

Monika Zalewska-Biełło

Oceń:

  • Aktualnie 120
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

5.0 (max 5), głosów: 2

| | więcej
blog comments powered by Disqus

Dla Ciebie

W tej chwili na forum: 725 osób

(gości: 515, użytkowników: 210)

BabyBoom.pl/Polecamy/

Nowość w BabyBoom! Miejsca przyjazne rodzinie. Pomóż nam ocenić istniejące i dodać nowe!