Książka Barbary Neil „Długo i szczęśliwie” to, jak zapowiada Wydawca (Prószyński i S-ka), poruszająca historia o dorastaniu do miłości. To powieść obyczajowa, kłębowisko ludzkich losów – kilku osób dorosłych i niewidomego chłopca, którzy – każdy na swój sposób - mierzą się ze swoimi marzeniami i rzeczywistością, poszukując w niej miłości, akceptacji i szczęścia oraz miejsca, gdzie czeka na nich wyśnione „długo i szczęśliwie”.
Nie jestem miłośniczką streszczania fabuły (czytelnicy - strzeżcie się notki z okładki!), toteż nie napiszę o niej zbyt wiele. Może wystarczy tyle, że owa pozycja to doskonale nakreślone postaci, a jest ich cały wachlarz: ekscentryczna Grace, zdystansowana Lily, zagubiony Sebastian, moralnie irytująca Melissa, no i wreszcie Johno. Tak, kiedy ten wstępuje na arenę, robi się naprawdę gorąco i barwnie. Jak to mówią, w książce się dzieje! Autorka wykazała się nie lada fantazją, wikłając swych bohaterów w toksyczne relacje, zadbała, by ich życie było pełne wzlotów, upadków, zakrętów i ważnych pytań. Jeśli jednak spodziewacie się ostrej jazdy, lawiny emocji i piętrzących się sytuacji, rozczarujecie się. Na kartach powieści czeka na was powolna, niespieszna, wręcz senna fabuła. Nie będziecie gryźć paznokci czy nerwowo przerzucać kartek – choć nie zabraknie w niej tak zwanych momentów i napięć, książkę tę w każdej chwili można z czystym sumieniem odłożyć i wrócić do niej chwilę później.
„Długo i szczęśliwie” to sentymentalne, nastrojowe czytadło (wrzucone przez niektórych do szuflady „romans”), które - pomimo gatunkowej lekkości - zmusza do rozważenia kilku moralnych, zasadniczych kwestii. Na czym polega kompromis pomiędzy powinienem a chcę? Czy istnieje coś takiego jak zdrowy egoizm? Czym jest szczęście? Gdzie przebiega granica, której w poszukiwaniu swego „długo i szczęśliwie” nie powinno się przekraczać, by ostatecznie nie stwierdzić, że koszty zdecydowanie przekraczają zyski??
Powiedzieć, że bawiłam się dobrze, czytając tę książkę, byłoby stwierdzeniem zdecydowanie nie na miejscu. Na pewno miło spędziłam czas, bo choć pozycja ta nie jest literaturą z górnej półki, która porusza czułe struny, zaspokaja głód wielkiej literatury czy rewolucjonizuje światopogląd, może stać się dobrą towarzyszką na jesienne, melancholijne popołudnia.
Monika Zalewska-Biełło
(gości: 525, użytkowników: 206)