Carlos Ruiz Zafon i jego literatura grozy - nie tylko dla młodzieży

Nie będę oryginalna, ale lekko to sobie wybaczam – czytajcie Zafona! Niech to jednak nie będą wyłącznie te pozycje, którymi delektują się dorośli, mam tu na myśli „Cień wiatru” czy „Grę anioła”, ale sięgnijcie po książki, które mistrz napisał z myślą o młodzieży. „Marina”, „Książę mgły” i „Pałac Północy”, bo o nich mowa, to świetne pozycje, utrzymane w konwencji powieści grozy, które są w stanie porwać i zachwycić nie tylko młodego czytelnika.

Fabuła

„Marina” - Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Żyjemy historią zapożyczona z Frankensteina, utrzymaną w klimacie snu na jawie (przyznaję, tu aura horroru, w dorosłych oczach, może ocierać się groteskę). „Książę mgły” – senna osada rybacka nad Atlantykiem, lata czterdzieste ubiegłego wieku. Zamieszkujemy w tajemniczym domu z trójką dzieciaków, które są świadkami mrożących krew w żyłach wydarzeń: niepokoi i kot o przenikliwym spojrzeniu, i zegar, który chodzi wspak, i mroczne opowieści starego latarnika, które okazują się nie być wytworem jego wyobraźni. I wreszcie „Pałac północy” – Kalkuta, lata trzydzieste minionego stulecia i sierociniec, wychowankowie którego wpadają na trop mrocznej historii: płonący pociąg, dworzec widmo, ognista zjawa – to naprawdę makabryczna historia.

Ochy i achy

Carlos Ruiz Zafon jest pisarzem, wokół którego wciąż dużo szumu. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Wielu  jego twórczością się zachwyca, ale i nie brak głosów bezlitosnej krytyki. Ja należę do grupy pierwszej – jestem jego fanką od pierwszej książki, od pierwszego słowa. Według mnie Zafon to nie tylko zdolny pisarz, ale i nietuzinkowa osobowość. To artysta, który ma fantastyczne pióro, niebanalny styl i niesamowitą wyobraźnię. To mistrz nastroju – tym, co wyróżnia go na tle innych pisarzy, to niezwykła umiejętność uwodzenia czytelnika aurą powieści. W tym kontekście Zafon to zjawisko!

Ów nieziemski klimat, jego znak rozpoznawczy, to jeden ze wspólnych mianowników historii, które składają się na rzeczoną trylogię. Choć każda osadzona jest w innym miejscu, z udziałem coraz to nowych bohaterów, to akcja każdej rozgrywa się na pograniczu światów – fakty przeplatają się z fikcją, okruchy rzeczywistości skąpane są w oparach niedorzeczności, a losy ludzi krzyżują się z losami demonów, mar i złych mocy. Zafon to specjalista od scenografii - ta jest jak żywa. Może dlatego opisy - przejmujące, niekiedy do bólu realistyczne - tak silnie działają na wyobraźnię, i uruchamiają ją w trybie "najwyższe obroty"? Tu nic nie jest przewidywalne, logiczne czy oczywiste - witamy w świecie kreowanym przez magię! Co jeszcze łączy te historie i sprawia, że są nietuzinkowe? Nie można w nich liczyć na taryfę ulgową tylko dlatego, że to literatura dla młodzieży – są tu i mocne sceny, i okrucieństwo, nie ma zaś gwarancji, że historia zakończy się happyendem. Książki Zafona to prawdziwa przygoda, makabryczna łamigłówka, operacja na wyobraźni - bez znieczulenia.

I kręcenie nosem

Można się naturalnie czepiać, szydzić i oskarżać pisarza o wiele rzeczy – lista zarzutów (patrz niejedno forum, niekoniecznie literackie) jest różnorodna. Że historie banalne, przewidywalne i schematyczne, a fabuła niekonsekwentna, pełna uproszczeń i ślepych uliczek (sami krytycy literaccy, można by pomyśleć). Czy w ogóle jest sens go czytać? Dla mnie odpowiedź jest oczywista – pewnie, że tak, choćby dla samej przyjemności czytania. To także kwestia podejścia. Owe klimatyczne horrory to opowieści napisane z myślą o młodzieży. Jak się zatem domyślam, mistrz chciał je zawrzeć w przystępnej i bezboleśnie „strawialnej” przez młodego czytelnika, objętości – a jakim stopniem szczegółowości można się popisać w książce, która ma niewiele ponad 200 stron? Według mnie owe prowadzenia opowieści na skróty to świadomy zabieg, który uchronił książkę przed rozmiarami opasłego tomiska (choć gdyby zerknąć w zakończenie „Gry anioła” … – ale dość o tym!).

Tak czy inaczej

Dla mnie każdorazowe spotkanie z prozą Zafona to prawdziwy relaks i literacka uczta – niezmiennie i z radością delektuję się nastrojem, słowami i ich konfiguracją, które tworzą ujmujące historie - subtelne, choć nie pozbawione bolesnych prawd; przejrzyste, choć pełne mrocznych tajemnic; sentymentalne, jakby oprószone sepią, a jednak budzące nie zawsze lekki, nie zawsze miły niepokój (naprawdę nie raz oglądałam się nerwowo za siebie, a żołądek podjeżdżał mi do gardła z prędkością windy w PKiN, a moje tegoroczne nurkowanie w morzu – świeżo po lekturze „Księcia mgły” – miało zupełnie inny posmak). Upajam się książkami Zafona szczerze i namiętnie, i wcale się tego nie wstydzę. Wyznaję zasadę, że nie trzeba konsumować wyłącznie tego, co ma szansę znaleźć się na liście szkolnych lektur obowiązkowych. Nie strońmy od wielkich nazwisk i ambitnej literatury, ale dajmy sobie szansę rozsmakować się w innych, także lżejszych czy mniej zobowiązujących gatunkach literackich. W myśl tegoż sięgnijcie po Zafona. Wyluzujcie, przeżyjcie jego historie, bawiac się nimi. Dajcie się uwieść i aurze, i słowom. Wystarczy tylko chcieć.

Monika Zalewska-Biełło


Oceń:

  • Aktualnie 120
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

5.0 (max 5), głosów: 1

| | więcej
blog comments powered by Disqus

Dla Ciebie

W tej chwili na forum: 713 osoby

(gości: 510, użytkowników: 203)

BabyBoom.pl/Polecamy/

Nowość w BabyBoom! Miejsca przyjazne rodzinie. Pomóż nam ocenić istniejące i dodać nowe!