Nie mam ręki do kwiatów, głowy do ich pielęgnacji, ani serca, by czule doń przemawiać. Gdybym, planując dziecko, najpierw zechciała poznać stopień swej odpowiedzialności i poziom konsekwencji - najpierw opiekując się kwiatkiem, by następnie przejść do hodowli zwierzątka, a dopiero potem sprowadzić do swego życia potomka – dziś nie byłabym mamą dwóch cudnych istot.
Bardzo lubię zieleń w domu, jednak ze względu na to, że jestem botanicznym beztalenciem, a systematyczne podlewanie kwiatów powinnam wpisywać sobie w terminarz - moja domowa oranżeria jest hm … nieco specyficzna. Tworzą ją urokliwe kaktusy, fantazyjne grubosze, postawny aloes, kilka niesamowitych żywych kamieni i wielka donica pełna języków teściowej. No dobrze, skusiłam się na dwa fiołki alpejskie, ale one, nie wiedzieć czemu, są dla mnie wyjątkowo wyrozumiałe.
Wybór kwiatów do mej kolekcji nie był przypadkowy. Wkomponowałam w swój dom okazy bliskie mej estetyce, ale nie ukrywam, że przy podejmowaniu decyzji ogromne znaczenie miał fakt, że gatunki te są praktycznie niezniszczalne. I tak to moje zielone pupile, mając zabieganą właścicielkę, wciąż wyglądają kwitnąco.
Uwielbiam je – są charakterne, nie boją się przesuszenia ziemi (dzięki małej potrzebie wilgoci lub systemom przechowywania wody w liściach lub pędach), nie mają szczególnych wymagań co do gleby, oświetlenia czy temperatury. Dzielnie znoszą brak zraszania, nawożenia (choć staram się przesadzać je raz w roku) i … moją oziębłość.
Znaczenia roślin nie sposób przecenić – oprócz tego, że są pięknem samym w sobie, nadają charakteru wnętrzom mieszkalnym, to zaopatrują nas w tlen, regulują poziom wilgoci, zwalczają bakterie i grzyby oraz pochłaniają szkodliwe substancje chemiczne. Jeśli i ty marzysz o zielonym domu, ale nie chcesz brać na swe sumienie kwiatów wymagających uwagi, spójrz na poniższe propozycje – może zdecydujesz się na któryś z poniższych okazów?
Pamiętaj jednak, że żadna roślina nie przetrwa, jełki zapomnisz o niej na amen.
mzb
(gości: 114, użytkowników: 25)